21/09/2026
Praca pilota wycieczek nie zawsze jest kolorowa. Czasami naprawdę trzeba mieć dużo cierpliwości, żeby nie powiedzieć: „Kto to wymyślił?!”.
I właśnie dlatego chcę Wam opowiedzieć o mojej ostatniej wycieczce – tygodniowym wyjeździe z licealistami z Warszawy do Szwecji.
Kiedy dostałam program, od początku wiedziałam, że będzie bardzo trudny do zrealizowania. Sam w sobie był ciekawy. Tylko że moim zdaniem kompletnie nie był dopasowany do grupy licealistów ani do realiów podróżowania po Szwecji.
Zaczęliśmy w Warszawie. Następnie przejazd do Gdańska i promem do Sztokholmu.
W Sztokholmie mieliśmy zaledwie kilka godzin. Zwiedzanie z przewodnikiem rozpoczęliśmy około 13:45, w programie było między innymi Muzeum Vasa. Przewodnik był naprawdę świetny, ale umówmy się – Sztokholm w kilka godzin to zdecydowanie za mało.
O 18:00 kolacja, potem godzina czasu wolnego i… nocleg przy lotnisku Arlanda.
Następnego dnia zaczęło się robić naprawdę ciekawie.
Najpierw Uppsala: katedra, uniwersytet. Następnie Mariefred i zamek Gripsholm. Wszystko fajnie. Tylko że po tym wszystkim czekało nas około 500 kilometrów do Göteborga.
Ponad sześć godzin w autokarze.
Do Göteborga dotarliśmy około 19:00.
I teraz najlepsze – w programie było również zwiedzanie Göteborga.
Kolacja około 20:00. O 21:00 grupa była już po kolacji. I co dalej? Licealiści poszli zwiedzać Göteborg od 21:00 do 22.30. Nauczyciele bardzo chcieli zwiedzać nocą Göteborg, a później pretensje.
Naprawdę?
Następnego dnia o 8:00 rano wyjazd do Malmö.
Zwiedzanie miasta, czas wolny, lunch o 12:30, Turning Torso, widok na most, zakupy i dalej około trzy godziny jazdy do Karlskrony.
Do Karlskrony dotarliśmy około 18:30. Zwiedzanie, trochę czasu wolnego i kolejny dzień – dzienny prom z Karlskrony do Gdyni.
Podsumowując: ponad 2200 kilometrów przejechanych autokarem.
A czasu wolnego praktycznie nie było.
Kilka godzin jazdy, żeby potem zobaczyć miasto przez godzinę czy półtorej.
I właśnie tutaj pojawia się moje pytanie: kto układa takie programy?
Od początku mówiłam nauczycielom, że ten program będzie bardzo trudny do zrealizowania. Powiedziałam to jeszcze przy autokarze, zanim na dobre zaczęliśmy wyjazd.
Wtedy słyszałam: „Super, super, fajnie, damy radę”. To był ewidentnie program robiony pod nauczyciela.
Tylko że później, kiedy zmęczenie zaczęło się wszystkim dawać we znaki, pojawiły się pretensje, że nie ma czasu wolnego.
I tutaj dochodzimy do jeszcze jednej kwestii.
Okazało się, że program wyjazdu został w dużej mierze wymyślony przez nauczyciela i jedną z licealistek. Może warto wybrać się na wycieczkę prywatną?
I tutaj naprawdę warto się na chwilę zatrzymać.
Jeżeli wpiszemy w ChatGPT: „Co warto zobaczyć w Szwecji?”, dostaniemy bardzo ciekawą listę miejsc.
Sztokholm? Oczywiście.
Uppsala? Jasne.
Gripsholm? Dlaczego nie.
Göteborg? Koniecznie.
Malmö? Oczywiście.
Karlskrona? Też warto.
Tylko że sztuką nie jest stworzenie listy miejsc, które warto zobaczyć.
Sztuką jest stworzenie programu, który da się zrealizować w określonym czasie, z konkretną grupą, autokarem, obowiązkowymi przerwami kierowcy, godzinami posiłków, noclegami i realnym czasem na zwiedzanie.
I właśnie dlatego uważam, że program wycieczki powinien być przygotowywany przez osoby, które zajmują się organizacją turystyki i znają jej realia.
Pilot nie jest od tego, żeby później „naprawiać” źle zaplanowany program.
Przewodnik nie jest od tego, żeby w godzinę pokazać całe miasto.
A młodzież nie jest od tego, żeby przez cały dzień siedzieć w autokarze tylko po to, żeby móc odhaczyć kolejne punkty na mapie.
I jeszcze jedna rzecz, która bardzo mnie uderzyła podczas tego wyjazdu.
Ostatniego dnia nauczyciele zaczęli mocno wchodzić w moje kompetencje, między innymi w kwestie związane z postojami, albo mówić kierowcy ze ma przez mikrofon powiedzieć o postoju bo ma ładny głos…. To ja jestem pilotem jak nauczyciele chcieli się zamienić to trzeba było powiedzieć.
Pilot ma swoje kompetencje.Kierowca ma swoje.Nauczyciel ma swoje.
I naprawdę dobrze jest, kiedy każdy wie, gdzie zaczyna się i kończy jego rola.
Niech naucziele zajmą się NAUCZANIEM-.
Najbardziej przykre było jednak zachowanie części grupy.
Młodzież była bardzo roszczeniowa. Nawet kiedy na koniec podziękowałam wszystkim w imieniu biura za wspólny wyjazd, nie usłyszałam nawet zwykłego „dziękuję” za przekazaną wiedzę.
A naprawdę się starałam.
Byłam nie tylko pilotem, ale tez byłam przewodnikiem po Szwecji. Opowiadałam o kraju, historii, kulturze, miejscach, które mijaliśmy. Chciałam, żeby z tego wyjazdu wynieśli coś więcej niż tylko zdjęcia.
A na sam koniec, wychodząc z autokaru, jedna z firmowych toreb została po prostu rzucona na ziemię.
I wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać: po co właściwie tak się starać?
Dlatego mam po tym wyjeździe jedną bardzo ważną refleksję.
Wycieczka szkolna to nie jest tylko lista atrakcji do odhaczenia.
To jest żywy organizm, który trzeba dopasować do wieku uczestników, możliwości grupy, czasu przejazdów, odpoczynku, pracy kierowców, godzin otwarcia atrakcji, posiłków i przede wszystkim – realnego czasu.
Można chcieć zobaczyć bardzo dużo.
Tylko czasami warto zobaczyć mniej, a naprawdę to zobaczyć.
Dlatego bardzo poważnie zastanawiam się, czy nadal chcę pilotować wycieczki szkolne.
Młodzież? Młodzież jak młodzież. Można zrozumieć.
Ale jeśli osoby odpowiedzialne za grupę zaczynają podważać kompetencje pilota, ingerować w jego pracę i jednocześnie oczekiwać realizacji programu, który od początku był przeładowany, to naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy jest to warte moich nerwów.
I może najważniejsza rzecz na koniec:
Nie wszystko, co dobrze wygląda na papierze albo w odpowiedzi ChatGPT, jest dobrym programem wycieczki.
Bo między „co warto zobaczyć” a „co jesteśmy w stanie zobaczyć” jest ogromna różnica.