Work&Travel CrazyLife Wiki&Zachar&Cinek

Work&Travel CrazyLife  Wiki&Zachar&Cinek Crazy Life during Work & Travel in USA by Wiki&Zachar&Cinek Piątek 13stego 2014... impreza się zaczyna! WORK&TRAVEL in USA - here WE come! Lot za wielką wodę..

miejmy nadzieję, że przygód będzie co niemiara! Dla tych, co jeszcze nie wiedzą: Wiki, Cinek i Zachar (czyli my) wyjeżdżamy do USA na 4 miesiące, będziemy tam ciężko pracować i równie ciężko imprezować, szaleć, tańcować i odpoczywać, zwiedzać i konsumować! Nasza stronka będzie traktowała w zasadzie o wszystkim co się u nas dzieje, jak znosimy trudy pracy, jak się bawimy, gdzie imprezujemy, co kupu

jemy, co jemy, kogo poznajemy... O WSZYSTKIM! Będziecie mieli nas jeszcze dość :) Wyjeżdżamy na 4 miesiące i chcemy być z Wami w kontakcie NON STOP! Może zainspirujemy kogoś do uczestnictwa w programie? Kto to wie...

STAY TUNED!

--- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** --- *** ---

03/19/2015

Wracamy do Was znowu! Dzisiaj notka dotycząca pakowania i rzeczy które warto zabrać a które lepiej kupić w USA. Post pewnie bardziej skierowany do dziewczyn, ale może i Panom się przyda.

Miło nam bardzo, że coraz więcej osób nas polubiło. Pewnie to dlatego, że jest to okres dopinania kwestii związanych z umowami i biletami.

Do rzeczy.

Perspektywa spakowania na kilka miesięcy wydaje się przerażająca, dobrze o tym wiemy.

UBRANIA
Wszystko zależy od tego w jakie miejsce jedziecie i jaka jest tam pogoda. Absolutnie nie warto przesadzać z ilością ubrań, bo i tak spodoba Wam się dużo rzeczy już na miejscu. Zakupy z myślą - "o, to przyda mi się w stanach" nie mają większego sensu. Ubrania są tam tańsze i fajniejsze, jednak pamiętajcie też o tym, że jeśli nie będziecie pracowali blisko większego miasta to zostanie Wam tylko Walmart, Marshalls albo TJ Maxx, gdzie trzeba dobrze poszukać czegoś fajnego. Z mojego doświadczenia (Wiki) nie ma co kupować w tych sklepach koszulek, sukienek itp. za kilka $ bo wydacie kasę na 5 średnich zamiast na 1 naprawdę fajną rzecz w nieco droższym sklepie w jakiejś Galerii Handlowej. Druga sprawa to OUTLETY, czyli MIASTA sklepów. Nie są to takie jak u Nas obiekty na przedmieściach, to są naprawdę miasta! Najlepiej spytać miejscowych, gdzie warto pojechać i wydać trochę kasy. Co warto kupować - rzeczy droższe (elektronika, zegarki, torby buty). Staraliśmy się kupować to, co w PL dostaniemy dużo drożej albo czego po prostu u nas nie ma. Warte uwagi są na pewno rzeczy SPORTOWE. To są MUSTY. Kolejna sprawa to zakupy przez internet… w USA wszystko, wszystko można zamówić i to z każdego niemal sklepu. Stron typu ASOS jest baardzo dużo i mają często fajne promocje (i nie typu -5,10% jak u nas, tylko -50% i więcej). Pamiętajcie przede wszystkim, że Wasza walizka nie będzie lżejsza a cięższa w drodze powrotnej. Najlepiej zważcie najpierw swoją walizkę i zobaczcie ile waży sam stelaż.

Warto zabrać wygodne buty do pracy, coś na wieczorne wyjścia do restauracji czy klubu (pamiętajcie, że wieczory mogą być chłodne) i dodatkowe trampeczki. Kurtka przeciwdeszczowa, ale cienka. Kilka T-shirtów i krótkich spodenek. Oczywiście strój plażowy (ale bez ręcznika, bo dużo waży) z okularami. Warto sprawdzić i dopytać się jak wygląda strój do pracy. Naprawdę wystarczą jedne długie spodnie, ze dwie bluzy i tyle. Dresik koniecznie i piżamka :). Wiem, że wiele z Was i tak się nigdy nie stosuje do tego typu list, ale uwierzcie mi - warto. Pamiętajcie, że podczas części TRAVEL nie będziecie mieli ani sił ani ochoty przekopywać się przez całą walizkę. Wiki oczywiście nabrała miliard rzeczy z czego musiała prawie połowę odesłać do PL w paczce, bo by się nie zmieściła. (Walizkę też musiała kupić nową - lżejszą a i tak były wagowe problemy).

KOSMETYKI
Zabierzcie ze sobą tylko to, co niezbędne. Kosmetyki w stanach są nieco droższe niż u nas, ale za do wybór jest co najmniej 3x większy. Nasze drogerie H**e czy Rossmann są malutkie w porównaniu z CVSem. Dla dziewczyn to istny raj, bo naprawdę jest wszystko. To, co MUSICIE ZABRAĆ to LEKARSTWA na wypadek przeziębienia. W USA są to produkty drogie i mają małe pojemności. (Dziewczęta, zaopatrzcie się w comiesięczne produkty, bo nie chcecie wydawać na nie kasy.) Perfumy zostawcie sobie w domu i kupcie jakieś letnie w Walmarcie (też mają znane marki) za grosze. I tak wykorzystacie ok 30 ml więc po co brać z domu, lepiej kupić coś nowego za 8-10$.

JEDZENIE
Nie wolno nic zabrać nawet w bagażu nadawanym (mówię o produktach świeżych). Żadne kiełbasy, kabanosy, sery, owoce itp. nie przejdą bo musicie to zgłosić na lotnisku w USA.

DODATKOWO
Przyda się plecak.
Skany wszystkich dokumentów jakie bierzecie just in case.
Biżuteria za dużo waży.
Zegarek, bo lepiej wiedzieć od razu ile zostało do końca pracy.
Przewodnik po USA. My rozeznaliśmy się trochę przed co i kiedy warto zobaczyć. Też to zróbcie jeszcze w PL, bo na miejscu nie będzie czasu.
ADAPTERY DO KONTAKTÓW (kilka!).
Nie ma co brać suszarki… będzie działała bardzo słabo. Lepiej kupić na miejscu w kilka osób jeśli potrzebujecie.

Jak macie jakieś pytania to piszcie, postaramy się odpowiedzieć.

XOXO :)

02/03/2015

Pytacie o zarobki/wydatki. Poniżej kilka punktów, które możliwe, że Wam pomogą:

WYDATKI PRZED:
- wiza (500 zł)
- koszty samego biura tzw. "organizacyjne" (3500zł)
- bilety lotnicze WAW-NY i NY-WAW (2600zł, ale da radę za 1800)
- ubezpieczenie na okres travel (np. ALLIANZ, koszty nie są duże ok. 200zł, ale jak coś się stanie to zawsze jest jakies zabezpieczenie)
- międzynarodowe prawo jazdy (ok.30zł) - ale to świst druku na papierze toaletowym i do niczego się nam nie przydało
- założenie konta walutowego (polecamy CITY, bo takie same banki są w USA, rodzice mogą wspierać nas przelewami, my nic nie płacimy za wypłaty z bankomatów. Mogliśmy też śmiało robić zakupy przez internet posługując się polską kartą) koszt to ok. 20zł na miesiąc.
- kieszonkowe na przeżycie pierwszych tygodni (1000$ = 3640zł)
SUMA PRZED: 500+3500+2600+200+30+20+3640 = 10490zł

WYDATKI W TRAKCIE części WORK:
- zakwaterowanie (100$ za tydzień, da radę znaleźć za 80$)
- jedzenie (30$ za tydzień, potem dawaliśmy radę za 20$, ale tylko dlatego, że mieliśmy lunche w trakcie pracy) z tym trzeba uważać bo zdrowe jedzenie to drogie jedzenie. Kupuje się masę pierdół "bo nie ma w polszy"
- należy również założyć konto w lokalnym banku (odradzamy BANK OF AMERICA!), najlepiej również w CITY ale amerykańskim. To konto będzie służyło do wpłacania przez pracodawcę naszej wypłaty. My używaliśmy jako "skarbonki" gdzie gromadziliśmy kasę na travel. Wydawaliśmy to, co udało się pokątnie zarobić w gotówce.

Zarabialiśmy ok. 9$ za godzinę - oficjalnie. Na boku można było wykręcić od 10 do 25$ za godzinę w zależności od pracy.

WYDATKI W TRAKCIE części TRAVEL:
- bilety lotnicze (http://www.jetblue.com) wewnątrz USA. To jest to, co zaplanowaliśmy na samym początku. Kupiliśmy bilety i później ustalaliśmy co będziemy zwiedzali żeby wyrobić się ze wszystkim do odlotu. Ceny bardzo fajne :) W przeciwieństwie do naszych cebulastych WizzAir i Ryanair można mieć bagaż nadawany normalnie do 20kg w cenie.
- rejs (http://www.carnival.com) nasz kosztował ok. 700$/7dni ale można wyczaić taniej
- samochody (CAMARO SS - 300$/3dni w http://www.e-zrentacar.com
GRAND CARAVAN 500$/7dni też w EZ, BUICK ENCLAVE 700$/10dni) - wszystkie samochody braliśmy bez rezerwacji z lotniska, chociaż robiliśmy na wszelki wypadek rezerwacje w droższym ALAMO https://www.alamo.com/en_US/car-rental/home.html , tak na wszelki wypadek gdyby nic nie było. Nie informowalismy ich, ze rezygnujemy, nie było przedpłat. TARGUJCIE SIĘ! Warto, aby w swoim teamie mieć osobę pow. 25 r.ż bo są duże zniżki.
- noclegi w hostelach/hotelach (Floryda ok. 30$ za noc, CALI ok. 20$ za noc) W większych miastach robiliśmy rezerwacje dużo wcześniej, a jak wiedzieliśmy że będziemy mieli samochód to na przedmieściach, bo wiadomo - taniej. W mniejszych miastach na 1-2 dni wcześniej na znanym wszystkim booking'u. Uwaga na NY, jest tam mega drogo więc należy się porządnie rozejrzeć i duuużo wcześniej. Polecamy brać opcje ze śniadaniem, bo nie ma czasu na zakupy i ciągłe wożenie ze sobą chleba, masła czy herbaty. Śniadania są bardzo ubogie, ale tosty z masłem i dżem są zawsze i można się nawpychać. Przy dobrych wiatrach nawet zrobić miliard kanapek na drogę :)
- atrakcje i bilety wstępu - ciężko nam określić. Jedyne co zarezerwowaliśmy dużo wcześniej to ALCATRAZ (http://www.alcatrazcruises.com). Obowiązkowy punkt przy wizycie w SF. Parki Narodowe są NAJFAJNIEJSZE i są tanie.

Podsumowując - WARTE każdych pieniędzy. Niech Was nie zniechęci suma wydana przed, bo PO wspomnienia są bezcenne!

POMOGLIŚMY? :)

XOXO

02/02/2015

Zauważyliśmy ogólne poruszenie na naszej stronie, coraz więcej pytań dotyczących samego programu Work&Travel i kwestii które Was interesują. Bardzo nas to cieszy, służymy pomocą i postaramy się odpowiedzieć na nurtujące Was pytania. Z chęcią podzielimy się naszą wiedzą w prywatnych wiadomościach lub komentarzach pod tym postem.

XOXO :)

Halo, halo! Spodziewaliście się nas? Oj chyba nie... :) Postanowiliśmy napisać kolejną notkę!W ostatniej byliśmy w Vegas...
01/06/2015

Halo, halo! Spodziewaliście się nas? Oj chyba nie... :) Postanowiliśmy napisać kolejną notkę!

W ostatniej byliśmy w Vegas i spokojnie, nie zmywamy tam garów jako zadośćuczynienie na przegrane. Podczas pobytu w LV zrobiliśmy sobie dwie dość męczące wycieczki: do Doliny Śmierci oraz nad Wielki Kanion. Pogoda drugiego dnia nam niestety nie dopisała i nie mamy tak spektakularnych foteczek, jakich oczekiwaliśmy :( Jednak i tak Wielki Kanion zrobił na nas ogromne wrażenie! Kolejne dni to to, co chyba w USA najlepsze i konieczne do zobaczenia - Parki Narodowe: my zaliczyliśmy Sequoia Forest, Kings Canyon oraz Yosemite. Niektórzy pewnie uważają, że parki narodowe są nudne i w tym przypadku grubo się mylą! W Stanach nie jest tak jak w naszej Polszy. Tam kupuje się bilet wstępu, dostaje mapę samochodową z ciekawymi trasami, informacjami, zdjęciami i JEŹDZI SAMOCHODEM. W ciekawszych miejscach można się zatrzymać i dojść do atrakcji pieszo, max 30 minut. Są oczywiście kilkukilometrowe trasy piesze, ale niestety my nie mieliśmy na to czasu :( W punktach informacyjnych można coś zjeść i wyznaczone są specjalne punkty do zrobienia pikniku a kosze na śmieci są tak skonstruowane żeby głodne misiaki tak nie grzebały. Po wizytach w parkach dojechaliśmy ponownie do San Francisco. Tym razem spędziliśmy tam nieco więcej czasu. Głównym punktem programu było dostanie się do słynnego więzienia Alcatraz. Jeśli ktoś będzie się wybierał do SF to niech od razu rezerwuje rejs na tą wyspę. W tym miejscu polecamy film "Ucieczka z Alcatraz", poznacie całą historię więzienia i słynnych i do tej pory poszukiwanych zbiegów. Udało się nam, ponieważ akurat tego dnia trafiliśmy na pokazy powietrzne. Najlepszy widok był właśnie z wyspy. Pogoda piękna, co zobaczycie na zdjęciach. Smutno nam było opuszczać Cali, no ale nasz travel dobiegał końca. Ostatnie kilka dni spędziliśmy w zimnym, deszczowym i brudnym NY. Po kilkudziesięciu dniach w podróży i cudownych przygodach stwierdzamy (Wiktoria i Michał), że NY to najbrzydsze miasto jakie widzieliśmy. Nowy Jork to miasto oderwane od całych Stanów. Ma swój urok, jest jedyne w swoim rodzaju... wysokie wieżowce, ludzie, światła i... obrzydliwe, brudne i śmierdzące szczury w metrze.

Podsumowując, były to do tej pory najlepsze wakacje w naszym życiu. Czy to powtórzymy...?

Pozdrawiamy i życzymy wszystkiego dobrego w Nowym 2015! Jeśli macie do nas pytania - śmiało!

XOXO!

PS. Z LV wróciliśmy z dodatkowymi 50$ w kieszeni

W drodze do Veeeegas... !!!a poniżej fotka z wczorajszego wypadu do OldTown San Diego :)
10/06/2014

W drodze do Veeeegas... !!!
a poniżej fotka z wczorajszego wypadu do OldTown San Diego :)

więcej zdjęć (bo ten internet w San Diego to...)!
10/05/2014

więcej zdjęć (bo ten internet w San Diego to...)!

Nadszedł w końcu ten dzień kiedy nic, ale to naprawdę NIC nam się nie chce. Po 2 tygodniach w podróży, gdzie codziennie ...
10/05/2014

Nadszedł w końcu ten dzień kiedy nic, ale to naprawdę NIC nam się nie chce. Po 2 tygodniach w podróży, gdzie codziennie śpimy w innym miejscu opadliśmy z sił... Przejechaliśmy już prawie całą Californię z północy na południe. Wystartowaliśmy z San Francisco, przez Santa Cruz, Carmel, Monterey, Paso Robles, Santa Barbara, Santa Monica aż do Los Angeles. Zwiedziliśmy mnóstwo pięknych miejsc.
Wszyscy zgodnie twierdzimy, że Cali jest zdecydowanie lepsza niż Floryda. Czuje się tu przestrzeń, ludzie są mili, pogoda mimo że upalna, to lepiej ją znosimy. A widoki z HWY 1... niesamowite! W wielu miejscach specjalnie otwieraliśmy okna żeby poczuć zapach choinek... mmm.. pięknie! W Paso Robles spakowaliśmy kalifornijskiego wina, przespacerowaliśmy się między winoroślami. Carmel zachwycił nas magicznymi uliczkami. To miasteczko położone jest na wzgórzu, które przepięknie opada ku oceanowi. Przechadzając się główną aleją wchodziliśmy do malutkich sklepików z pamiątkami, uroczych restauracyjek gdzie serwowano lokalne przysmaki i wino. Santa Cruz i Santa Barbara to miasteczka położone u podnóży gór. Zjeżdżając z autostrady widoki były przepiękne. I tu i tu spacerowaliśmy po molo. W Malibu szukaliśmy celebrytów. Nabyliśmy nawet specjalną mapę z adresami gdzie mieszkją! Bawiliśmy się w szpiegów, ale główne oglądaliśmy wysokie płoty rezydencji. Spod domu Julii Roberts przepędził nas ochroniarz, gdzie Wiki zaparkowała samochód centralnie na jej podjeździe. A Los Angeles... przywitało nas oooogromnymi korkami! W tym miejscu jeszcze raz chcieliśmy podziękować znajomemu Wiki - Zunkowi za nocleg i pokazanie nam miasta! Piątka! Wieczorem oglądaliśmy panoramę miasta z Griffith Observatory. Następnego dnia rezygencja Greystone Mansion, gdzie kręcili mnóstwo znanych filmów, potem jak bogacze wchodziliśmy do sklepów na Rodeo Drive (gdzie też mieliśmy nadzieję, że spotkamy jakiś celebrity). Naszą wizytę w mieście zakończyliśmy w Hollywood i na Walk of Fame.

Wczoraj w nocy dotarliśmy do San Diego. Specjalnie pojechaliśmy bardziej na południe żeby zobaczyć to miasto i.. i co? Siedzimy w pokoju (a w zasadzie w popielniczce bo się okazało, że nasza rezerwacja przepadła i jedyny pokój jaki mogli nam zaoferować, to ten dla palących) i nic nie robimy. Zjedliśmy śniadanie (o 12!) w typowo amerykańskim stylu, tłuste jaja, bekon i naleśniki. Teraz nie możemy ruszyć tyłka z łóżek bo zwyczajnie nam się nie chce. Miejmy nadzieję, że w końcu się stąd ruszymy, bo w sumie warto byłoby zobaczyć "meksykańskie" San Diego. Jutro czeka nas co prawda ciężki dzień, bo... bo jedziemy do LAS VEGAS! (Za kilka dni damy znać ile przegraliśmy).

XOXO!

Miami. Half Moon Cay. US Virgin Islands. Puerto Rico. Grand Turk. Miami. Key West. Naples. Sarasota. Clearwater. Orlando...
09/30/2014

Miami. Half Moon Cay. US Virgin Islands. Puerto Rico. Grand Turk. Miami. Key West. Naples. Sarasota. Clearwater. Orlando. Cape Canaveral. Vero Beach. Cocoa Beach. West Palm Beach. Palm Beach. Miami. (to be continued)

Halo, halo! Dzisiaj nadajemy z Palm Beach! U nas piękne słońce, 27*C w cieniu, niebo bezchmurne. Uuuoooooł! Po kilkunast...
09/30/2014

Halo, halo! Dzisiaj nadajemy z Palm Beach! U nas piękne słońce, 27*C w cieniu, niebo bezchmurne. Uuuoooooł! Po kilkunastu dniach rozłąki znowu powracamy! Dużo się wydarzyło, oj dużo… Postaramy się streścić najważniejsze wydarzenia.

Po pierwsze, jak już zapewne wiecie pływaliśmy sobie statkiem (ba, wieeelkim hotelem!) wycieczkowym po atlantyckich wodach. Cumowaliśmy na Bahamach (wyspa Half Moon Cay – googlujcie sobie wszystko!), z krystalicznie czystą wodą i piaseczkiem jak mąka! Mmmm… Następnego dnia był FUN DAY AT SEA, gdzie Michaelo i Cineiro grali w kasynie w pokerka a dziewczyny wygrzewały tyłki na słońcu i chłodziły się w basenie. Dzień 17 września zapamiętamy do końca swoich dni i to nie dlatego, że postawiliśmy swoje stopy na dziewiczym lądzie (US Virgin Islands), ale dlatego że Michał Zacharjasiewicz oświadczył się Wiktorii na przeeeeeeeepięknej plaży Magens Bay (wujek Google Wam pokaże, oj tak)! Wyobraźcie sobie, że zaraz po tym jakże wzruszającym momencie na niebie pojawiły się dwa pelikany (obecnie ulubione stworzenia naszej zaręczonej pary). Kolejne dni były równie ciekawe. W Puerto Rico zatrudniliśmy (razem z inną polską parą) szofera, który obwiózł nas po San Juan. Zaczęliśmy od wytwórni Bacardi, gdzie uraczono nas 3 darmowymi drinkami (nie zapominajcie, że był to środek baaardzo słonecznego dnia), później wycieczka po mieście, wąskimi uliczkami, szybkie fotki w forcie i spacerek po przeuroczych zakamarkach miasta. Następnego dnia nieco się rozdzieliliśmy, Ewa z Cinkiem wybrali smażenie na plaży i zwiedzanie wyspy a Majkel z Wiki popłynęli motorówką w poszukiwaniu rekinów, płaszczek i innych stworzonek. Dotykali rekina pod wodą, całowali się z płaszczkami i moczyli tyłki w turkusowej wodzie. Po 8 dniach spędzonych na wodzie wróciliśmy na stały ląd do Miami. Urodziny Michaela zbliżały się wielkimi krokami więc jako prezent urodzinowy wszyscy zdecydowaliśmy się na wypożyczenie specjalnej furki żeby mógł sobie pośmigać. Padło na… żółtego, szybkiego, pięknego cabrioleta… Chevroleta Camaro SS! Pierwszego dnia rozwinęliśmy prędkość na autostradzie i dojechaliśmy do… miasta outletów. MIASTA! (Większego niż Pułtusk chyba). Wiki z Majkelem zdecydowali się na zakup GoPro3+, dzięki czemu będziecie mogli podziwiać jeszcze lepsze i ciekawsze zdjęcia i filmiki. Oczywiście wydaliśmy niepotrzebnie trochę kasy na inne rzeczy, ale to przemilczymy. Drugi dzień w CAMARO to pełny lans po MIAMI. Nasze Cabrio wjechało we wszystkie zakamarki tego jakże fajnego miasta. W Little Havana poczuliśmy się nak na Kubie. Spróbowaliśmy prawdziwej kubańskiej kawy i poczuliśmy zapach oryginalnego cygara. Trzeci dzień (23/09) czyli urodziny Michała spędziliśmy na Key West. Oj droga bajeczna (też Google i wrzućcie sobie trasę Miami-Key West). Po 3 dniach w Camaro (umierały nam plecy… ale ciiiicho) przesiedliśmy się do samochodu mamuśkowego – Dodge Grand Caravan. W komfortowych warunkach objeżdżamy obecnie z zachodu na wschód Florydę zatrzymując się a to na plaży a to w mieście. Niedziela była najdłuższym jak do tej pory dniem, bo od świtu do nocy bawiliśmy się jak dzieci w Universal Orlando! (Pozdrawiamy z tego miejsca Adama Krysę, który kocha wszystkie lunaparki świata). Cinek latał jak szalony po miasteczku Marvela, Spidermena i innych. Ewa i Wiki nie mogły nacieszyć się otwartym w tym roku Hogwartem! To było niesamowite! Ogromny zamek gdzie wszystko było tak jak w filmie, identyczne! U podnóży zamku miasteczko ze sklepikami gdzie można było kupić różdżki, fasolki, maślane piwo czy nawet wysłać list przez sowę! UNBELIEVABLE! Zmęczeni, ale jakże szczęśliwi wyszliśmy chwilę przed zamknięciem. Kolejny dzień do wizyta w centrum dowodzenia NASA na przylądku Canaveral. Rakiety rakietami, ale przez cały czas wzdłuż drogi ciągnęły się bagna i można było zobaczyć krokodyle! Majkel wychodził z siebie i kamerował wszystko co ruszało się na wodzie.
Dzisiaj obudziliśmy się w West Palm Beach, planujemy szybkie zwiedzanie Worth Ave (Google) w Palm Beach i ruszamy znowu do Miami. Musimy oddać furę, przepakować walizki, uprać szmatki itd. bo jutrooo… A JUTRO TO BĘDZIEMY W SAN FRANCISCO!

Do usłyszenia!
XOXO

No cóż... wylądowaliśmy w MIAMI! Te widoki, palmy, plaża, wieżowce, hotele, turkusowa woda... awww! Pogoda nas trochę za...
09/14/2014

No cóż... wylądowaliśmy w MIAMI! Te widoki, palmy, plaża, wieżowce, hotele, turkusowa woda... awww! Pogoda nas trochę zaskoczyła, wiatr, przelotne deszcze, duchota... ale taki urok Florydy o tej porze roku :) Co więcej, mieszkamy na 11 piętrze, rano obudziliśmy się patrząc na ocean. Wschodzące słońce obijające się w turkusowej wodzie... czego chcieć więcej? Rano basenik, potem śniadanko i ruszyliśmy w miasto (a w zasadzie na plażę). Taxi driver zawiózł nas na South Beachi gdzie poleżeliśmy chwilę, po czym nagle lunął deszcz! Ledwo zdążyliśmy się schować na jakimś placu zabaw a już przestało padać :)
Na lunch trafiliśmy do jednej z restauracji przy Ocean Drive (South Beach) Miami gdzie wypiliśmy dwa OGROMNE i całkiem mocne drinki. Po lunchu....... i drinkach.................................................... spaliśmy na plaży. TWARDO. 0budziliśmy się po dość długiej drzemce, wykąpaliśmy się w oceanie i zamówiliśmy taksę do hotelu.
Wieczorem, a w zasadzie ok 11, ruszyliśmy na podbój klubów. Spotkaliśmy się ze znajomymi i razem uderzyliśmy w hiszpańskie latino rytmy. Klub Mango's Tropical Cafe tętnił życiem. Wymarzone miejsce dla miłośników salsy, latino...ale nie tylko! Były też sale z czarnymi rytmami (i tyłkami), gdzie w zasadzie tylko my mieliśmy białe twarze. Miejsce jak z teledysku czarnoskórych raperów. AWESOME! Scena na barze, co chwila pojawiali się nowi tancerze i seksowne tancerki. Wszechobecna radość,energia, gwar... dwa piętra niekończącej się zabawy!

Mami jest cudowne... smutno nam je opuszczać ale... jutro wyruszamy na KARAIBY!

XOXO!

Heloooł! Przyszedł czas na kolejną notkę! Przede wszystkim chcieliśmy zaznaczyć, że Cinek nie jest już lonely boy, bo pr...
09/07/2014

Heloooł!

Przyszedł czas na kolejną notkę!

Przede wszystkim chcieliśmy zaznaczyć, że Cinek nie jest już lonely boy, bo przyleciała do nas jego EVE!

Drugie primo: Cinek został wujkiem! Z tego miejsca gorące całusy dla malutkiej Zosi i szczęśliwych rodziców!

Trzecie primo: Jutro rozpoczynamy ostatni tydzień pracy (a w zasadzie 2 dni!), a w piątek połączymy się z Wami z... MIAMI!

Poniżej zamieszczamy plan naszego TRAVEL.

Czekajcie na kolejne wieści, bo CRAZY LIFE powróci! Po 3 miesiącach WORK, zaczniemy tą lepszą część naszego programu!

Stay tuned! XOXO!

*dorzucamy kilka foteczek z ostatniej imprezy (niektóre ukradzione)

CZAS NA WIEŚCI ZZA OCEANU!Mamy nadzieję, że trochę się za nami stęskniliście. Wreszcie znaleźliśmy chwilę wolnego i post...
08/16/2014

CZAS NA WIEŚCI ZZA OCEANU!

Mamy nadzieję, że trochę się za nami stęskniliście. Wreszcie znaleźliśmy chwilę wolnego i postanowiliśmy dać o sobie znać!

Przez ostatni miesiąc ciężko pracowaliśmy, trochę się bawiliśmy, zwiedzaliśmy... Udało nam się dotrzeć do Providence (stolicy stanu Rhode Island w którym jesteśmy) i Bostonu. Pierwszy raz w życiu graliśmy w Baseball, jedliśmy amerykańskie hambuksy w Five Guys Burgers and Fries i najsłodsze na świecie serniki w The Cheesecake Factory. Zwiedziliśmy dwie rezydencje milionerów w okolicy. Poza tym czas biegnie nieubłaganie, jeden weekend zlewa się z drugim... ale... ale.. oznacza to, że... CORAZ BLIŻEJ TRAVEL! Już wiemy, że będą to nasze wakacje życia. Na samą myśl o tym, gdzie będziemy i co zobaczymy aż serce zaczyna szybciej bić! Uchylimy trochę rąbka tajemnicy i powiemy, że wybieramy się na... (uwaga...) KARAIBY! AAaaaa... reszta niebawem!

Na tą chwilę wrzucimy trochę fot do albumu, żebyście nie zapomnieli jak wyglądamy xD (trochę w bałaganie i nie chronologicznie)

*do wakacji zostało nam dokładnie 26 dni!
*Cinek bez zmian
*Wiki pracuje non stop to tu to tam
*Michał będzie malarzem

Address

San Diego, CA

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Work&Travel CrazyLife Wiki&Zachar&Cinek posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share

Category