13/08/2026
Za co lubię Kraków?
To trudne pytanie. Chyba łatwiej byłoby mi wymienić rzeczy, za które go nie lubię, bo tych drugich jest zdecydowanie mniej. Kraków jest przygotowany do odkrywania jego samego z wielu różnych perspektyw - wszak turyści z całego świata zaznajamiają się z nim czy to na piechotę, rowerem, czy też wielopiętrowymi autobusami. Zgłębiają je kulinarnie czy kulturalnie.
Podziwiają naszą metropolię z poziomu unoszącego się nią balonu, czy wielu punktów widokowych jak Kopiec Kraka, Hejnalica na Rynku Głównym, czy z przepięknych polan w Lesie Wolskim. Zachwycają się nim z poziomu rzeki dzięki rejsom wycieczkowym, czy z moją małą pomocą dzięki kajakom.
Jego lokalizacja sprawia, że możemy podziwiać nie tylko Kraków, ale wręcz i cały świat... czy nawet wszechświat. Wszak raptem kilkanaście, kilkadziesiąt minut jazdy samochodem w dowolnym kierunku znajdziecie doskonałe góry i pagórki ułatwiające podziwianie gór jak Tatry czy Beskidy, dolin, okolicznych miejscowości, a nawet spadających Perseidów, czy tak jak wczoraj - zaćmienia słońca.
I według mnie nie ma nic dziwnego w tym, że mimo mnogości takich miejsc, wczoraj wieczorem wszyscy tak tłumnie oblegaliśmy te fantastyczne punkty. Wręcz to nawet piękne, że niezależnie od naszych poglądów, przemyśleń, stanowisk, ról jakie odgrywamy, wszyscy podziwialiśmy to magiczne zjawisko.
Wczoraj, przynajmniej przez ten jeden moment, wszyscy patrzyliśmy w jednym kierunku.
PS. Jeżeli chcecie spłynąć ze mną kajakiem i posłuchać opowieści o mieście z poziomu Wisły, to w najbliższą niedzielę już ostatnia tych wakacji ku temu okazja. Szczegóły w komentarzu pod postem.
Autor fotografii: Głodek ;)