08/07/2026
„Sztuka Wojtkiewicza, to jest to wszystko, co by mogły powiedzieć dzieci, gdyby myślały jak ludzie dorośli. Idąc za popędem własnej intuicji, Wojtkiewicz znalazł przedziwne wyrazy dla swych myśli w formie świata najmniejszego, najprostszych, najwznioślejszych i największych poetów: w formie myślenia i odczuwania dzieci. Prawdopodobnie było mu w niej dobrze i błogo - jedynie tam czuł się bezpieczny: z czasem od karykatury, od szyderczej i gorzkiej satyry przechodził coraz silniej w stronę nieświadomego, przeczystego odczuwania dziecięcego. (…) Pesymizm beznadziejny, ożywiony jedynie wiarą w siły Sztuki, wieje z tych wszystkich dziwnych, nieraz bardzo głębokich dzieł. Nie znam najmniejszych szczegółów żywota zmarłego, ale sądzę, że należał do ludzi, których sztuka identyfikuje się zupełnie z życiem - i dlatego przypuszczam, że serce, które tak cudnie i głęboko zgłębiło miniaturowy świat dziecięcego marzenia w sposób ujemny, pesymistyczny - musiałoby, przy jakichś może innych warunkach, wyśpiewać baśnie szczęścia o nieopisanie przenikliwym i promiennym blasku… Stało się inaczej.”
Antoni Gawiński, „Witold Wojtkiewicz (Wystawa pośmiertna)”, „Literatura i sztuka” 1909, nr 28 [w:] W. Juszczak, Malarstwo polskiego modernizmu, Gdańsk 2004
Tym wpisem żegnam się z opowieściami o Wojtkiewiczu i o jego wstrząsającej emocjonalnie, ale bezbłędnej formalnie sztuce. Wystawa „Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy” zamknęła się w zeszłą niedzielę, ale nie można o niej zapomnieć - była za dobra!
Dziękuję raz jeszcze najserdeczniej Pani Irenie Buchenfeld za ten pokaz. Czekamy na kolejne 🤞
Ps: wszystkie zdjęcia zrobiłam podczas trwania wystawy. Pierwszy i najmocniejszy jest „Autoportret symboliczny” z 1909 roku, potem panny Pareńskie z szacowną rodzicielką, dalej litografia na podstawie „Pożegnania księżniczki” i widok wystawy z „Cyrkiem” oraz „Lalkami”.